Powolna śmierć rumuńskiego futbolu

W ostatnich latach kostucha zapukała do drzwi rumuńskiego futbolu z ostatnim gwoździem do trumny. Wygląda na to, że sprawdziły się słynne słowa Gheorghe Hagiego, o tym że rumuński futbol był tykającą bombą zegarową, która czekała, by sama eksplodować.

Cofnijmy się trochę w czasie, a dokładniej do 1998 roku. Reprezentacja Rumunii była wówczas nadal jedną z najlepszych drużyn na świecie, szczycąc się takimi zawodnikami jak Hagi, Popescu, Ilie, Belodedici czy Petrescu. Drużyna zakwalifikowała się do Mistrzostw Świata 1998 we Francji, zanim Trójkolorowi rozegrali ostatni mecz sparingowy w Bukareszcie przed starciem grupowym z Paragwajem. Spotkanie odbyło się 3 czerwca na stadionie Steauy Bukareszt, Ghencea Stadium. Rumunia przegrała, po ostatnim gwizdku było gorąco, ponieważ lokalni kibice mieli duże pretensje do piłkarzy po kilku decydujących o wyniku błędach. Gheorghe Hagi, najlepszy rumuński piłkarz, załamał się po meczu na konferencji prasowej, nie mogąc dłużej udźwignąć ciężaru reprezentacji. Z jego ust padły słynne słowa:

„Przez dziesięć lat ukrywaliśmy [poprzez nasze występy] straszne warunki, jakie mamy tutaj, w Rumunii. Nie mamy nic, nie mamy piłki nożnej. Futbol na poziomie krajowym nie istnieje. Gdzie są europejskie spektakle z udziałem rumuńskich klubów? Zasłużyliśmy na to, żebyście nas chwalili za to, co zrobiliśmy [reprezentacja narodowa], biorąc pod uwagę warunki w Rumunii. Wyniki są po naszej stronie. Rumuński [klubowy] futbol już nie istnieje. Odszedł. Zero. Za dwa lub trzy lata będzie jeszcze gorzej”.

Osiemnaście lat po niesławnych słowach Hagiego, naród wreszcie zdaje sobie sprawę, jak bardzo prorocze były to słowa. Od tego czasu reprezentacja Rumunii nie zakwalifikowała się do kolejnego Mundialu, a nic nie wskazuje na to, by ta zła passa dobiegła końca. W tym sezonie żaden rumuński klub piłkarski nie dotarł do fazy grupowej w europejskich rozgrywkach, a jedyną rzeczą, która utrzymuje jakąkolwiek egzystencję, jest umowa o prawach telewizyjnych.

Jak więc skończył się rumuński futbol? Co się zmieniło od czasów, gdy Ilie Dumitrescu strzelił dwa gole przeciwko Argentynie w 1994 roku, odkąd Rumunia pokonała reprezentację Anglii w dwóch kolejnych turniejach, w 1998 i 2000 roku, oraz odkąd Steaua i Rapid Bukareszt zmierzyły się ze sobą w ćwierćfinale Pucharu UEFA w 2006 roku ? To pytanie zadaje sobie wielu rumuńskich fanów.

Problemy można ogólnie podzielić na trzy główne kategorie: skorumpowani właściciele klubów, nieprawidłowości finansowe oraz brak długoterminowego planowania.

Skorumpowani właściciele

Tytuły książek napisanych przez obecnych i byłych właścicieli klubów piłkarskich w Rumunii w czasach pobytu za kratami to lista jak najbardziej tragikomiczna: Klub w pigułce, Przewodnik inwestora po piłce nożnej, Zarządzanie klubami piłkarskimi, strukturami i organizacjami, Osobowość sportowca – warunek wstępny odpowiadający za sukces w sporcie i futbolu. Poradnik dla przyszłych zawodowców.

Z zakładów karnych Jilava i Poarta Albă pochodzą najbardziej protekcjonalne tytuły w rumuńskiej literaturze piłkarskiej; porady gości, którzy łamali wszelkie zasady, zepsuli rumuńską piłkę i wylądowali za kratkami.

„Gheorghe Hagi jest jedynym, który inwestuje czyste pieniądze w rumuński futbol”. Te dosadne słowa wyszły niedawno od Ioana Becaliego, byłego agenta piłkarskiego, który jest teraz za kratkami po tym, jak został uznany za winnego uchylania się od płacenia podatków. Jego teoria sugeruje, że klubowa piłka jest pełna korupcji i złego zarządzania, do czego przyczynił się on sam.

Na początku 2000 roku największe rumuńskie kluby sięgały głęboko do kieszeni notorycznie niepopularnych wówczas postaci – w większości przypadków znajdowały się w poważnych tarapatach finansowych – osób, które były bardzo bogate, ale których zainteresowania nie obejmowały ogólnego dobrobytu piłki nożnej w Rumunii.

Sceptyczni kibice w tamtym czasie sugerowali, że osoby te chciały skorzystać ze zwiększonej popularności, przekazując pieniądze w krótkim okresie i nie zastanawiając się, czego naprawdę potrzebuje rumuński futbol, ​​aby znów się rozwijać i prosperować.

Niektóre z tych osób po prostu chciały sławy i czerpania korzyści z pozycji swojego klubu w kraju, aby rozwijać swoje inne biznesy. Niektórzy z nich po prostu chcieli zarobić; ale żaden z nich nie chciał mieć odnoszącego sukcesy i zdrowo zarządzanego klubu piłkarskiego, który mógłby rozwijać się zarówno finansowo, jak i kolekcjonować trofea.

Chodzi o Unirea Urziceni. Niewielki klub, założony w 1954 roku, po raz pierwszy wygrał ligę w 2009 roku i trafił od razu do Ligi Mistrzów, gdzie mógł się pochwalić wieloma dobrymi, zaciętymi występami. Po przypływie gotówki za udział w rozgrywkach – w dużej mierze przychodów z praw telewizyjnych – właściciel zespołu, Dumitru Bucşaru, wycofał swoje wsparcie finansowe, ponieważ osiągnął wysoki zysk.

W rezultacie Unirea została zmuszona do sprzedania większości swoich najlepszych piłkarzy w celu pokrycia długów, co doprowadziło do spadku pod koniec następnego sezonu. Następnego lata Bucşaru nie złożył wniosku o licencję klubu na grę w drugiej lidze. Unirea Urziceni została następnie rozwiązana i w ciągu trzech lat klub przeszedł od dumnej 55-letniej historii i udziału w europejskich pucharach do wiązania końca z końcem i masowego exodusu talentów z krajowej ligi.

Podobna historia spotkała Oțelul Galați, który wygrał ligę w 2011 roku. Później grali w Champions League, ale zostali zdegradowani po tym, jak właściciel klubu przejął wszystkie dochody z UEFA i odszedł z pełnymi kieszeniami.

Pomimo tego, że wielu z tych władnych spędza czas za kratkami w wyniku ich rażącej korupcji, większość odbywa krótkie wyroki, a następnie mogą swobodnie kontynuować swoją działalność. Niektórzy próbowali nawet wrócić do rumuńskiego futbolu.

Problem korupcji jest powszechny w rumuńskiej najwyższej klasie rozgrywkowej,
a prawdziwe Eldorado było w latach 90. i na początku XXI wieku. Korupcja, która miała miejsce w Rumunii, nie była dla fanów całkowicie zaskakującą historią, ale większość była zszokowana tym, jak dobrze została ukryta na świeczniku.

Ludzie, którzy prowadzili największe ciemne interesy utworzyli coś rodzaju Cosa Nostra, zwany Cooperativa. Jeszcze dziwniejsze jest to, że pseudonimy takie jak „Corleone” dla Dumitru Dragomira, byłego prezesa rumuńskiej ligi, „The Lord” dla Jeana Padureanu, właściciela FC Gloria Bistrița i „Ojciec chrzestny” dla Mircei Sandu, prezesa Rumuńskiego Związku Piłki Nożnej, były znane opinii publicznej, sprawa nigdy nie została szczegółowo zbadana. Jeśli kiedykolwiek istniała potrzeba zagłębienia się w nieprawidłowości finansowe i sportowe, to z pewnością to był ten moment.

Tymczasem w tym okresie kluby przetrwały jedne z najczarniejszych dni dla rumuńskich drużyn w europejskich rozgrywkach. Ponieważ liga krajowa jest przez wielu uważana za jedną z najsłabszych w Europie, właściciele podjęli decyzję o całkowitym odmówieniu udziału swoim zespołom, nie przedłużając licencji i odpędzając fanów.

W 2003 roku jeden z wyżej wymienionych właścicieli, Dumitru Sechelariu, przyznał w programie telewizyjnym, że był mocno zaangażowany w ustawianie meczów, a także, że istniała klika kilku właścicieli klubów, którzy robili to samo, proponując im zaprzestanie tej praktyki. Chociaż był to punkt zwrotny w wykorzenieniu drukowania spotkań, szkody zostały już wyrządzone.

Podczas gdy niektórzy właściciele to ludzie futbolu z prawdziwą wolą poprawy poziomu na krajowym podwórku, niestety wielu z nich zamknęło akademie, wycofało wsparcie finansowe, sprzedało największe talenty tanio pierwszemu zainteresowanemu i zapoczątkowało erę korupcji i nieprawidłowości finansowych. Jak liga może funkcjonować i rozwijać się – a co ważniejsze – odbudowywać się – jeśli ci u władzy są najbardziej skorumpowani?

Niewłaściwe zarządzanie finansami 

Najważniejszą analizę finansową w futbolu przeprowadza firma Deloitte. Podzielili dochody klubu na trzy główne kategorie: dzień meczowy, prawa do transmisji i źródła komercyjne. Gdybyś miał zastosować te kryteria do rumuńskiego futbolu w latach 90. i 2000., znalazłbyś jedne z najsłabiej zarządzanych klubów w Europie.

Plan transmisji telewizyjnych wart był grosze, towar dostępny do sprzedaży był minimalny lub nie istniał, a stadiony często były puste. Jak przy tak niezdrowym modelu biznesowym kluby przetrwały w tych jałowych latach? Odpowiedź jest prosta: właściciele traktowali swoje kluby jak zabawkę. Za każdym razem, gdy ich drużyna potrzebowała pieniędzy, pompowali środki na konta klubu. Kiedy jednak przestali to robić lub nie mogli już sobie na to pozwolić, pojawiły się duże pęknięcia.

W ten sposób spadły historyczne kluby z rzeszą fanów, takie jak Rapid Bukareszt. Klub taki jak FC Vaslui zniknął kilka lat po grze w Lidze Mistrzów. W ten sposób klub taki jak CFR Cluj, który pokonał Manchester United na Old Trafford w 2012 roku, mógł nie tak dawno być zawieszony przez Rumuński Związek Piłki Nożnej za niemożność spłacenia swoich długów po odejściu właściciela Pászkány Árpáda. Na szczęście wszystko póki co w miarę się ułożyło. Cluj wygrał pierwsze spotkanie 3:1 z Boracem Banja Luka w pierwszej rundzie eliminacji do LM ten sposób takie kluby jak Dinamo Bukareszt, Universitatea Cluj i Oțelul Galați stały się niewypłacalne. To była jedyna rzecz, jaką mogli zrobić, aby przeżyć.

Dla rumuńskich kibiców wstrząsające jest obserwowanie, jak od lat 80. i połowy lat 90. do dziś, futbol wypada z łask. Przy zrujnowanych, pustych stadionach i braku talentów, prawie niemożliwe jest przyciągnięcie młodszych fanów, ponieważ najlepsi nadal opuszczają kraj przy najbliższej okazji. Problemy są dodatkowo spotęgowane tym, że klub musi wykorzystywać pieniądze wygenerowane ze sprzedaży zawodników, aby po prostu przetrwać. Pozyskiwanie graczy za znaczące sumy jest teraz w Rumunii prawie niespotykane.

Latem 2015 roku, z wyjątkiem Steaua Bukareszt, tylko jeden klub mógł sobie pozwolić na opłacenie kontraktu z zawodnikiem. Reszta klubów podpisała tylko piłkarzy z kartą na ręku. Pewna iskierka nadziei pojawiła się w 2014 roku wraz z nową umową nadawania, która została wprowadzona w oparciu o przychody, pozwalając klubom zagwarantować przetrwanie, pod warunkiem, że ostrożnie zarządzają swoimi finansami.

Z wyjątkiem wagi ciężkiej, czyli Steaua właśnie – której roczny budżet wynosi około 15 milionów euro – pozostałe zespoły zmuszone są być zależne od pieniędzy z praw telewizyjnych, które pokrywają do 70 procent ich całkowitego budżetu. Prezesi ligi i przedstawiciele klubów szacują, że obecność telewizyjnej umowy jest tak ważna, że ​​gdyby zniknęły pieniądze, przetrwałoby tylko pięć drużyn.

Fabuła w tym momencie zagęszcza się świadomością, że większość zespołów, które mogłyby przeżyć, jest finansowana przez lokalnych polityków i urzędy miast, wykorzystywane jako narzędzie wyborcze.

Trudno wyobrazić sobie, jak kluby mogą przetrwać bez prawdziwego wstrząsu obecnego systemu zarządzania i właścicieli, których interesuje długoterminowy stan rumuńskiej gry. Piłka nożna jest dziś grą kierowaną przez pieniądze; to gdzie umieszczasz te pieniądze, jest bardzo ważne.

Brak długoterminowego myślenia

Łatwo jest włączyć telewizor, przeglądać kanały sportowe lub sprawdzać rumuńskie gazety piłkarskie czy strony internetowe, aby zdać sobie sprawę, że w tej chwili krajowy futbol tonie.

Największym wyzwaniem dla rumuńskiej piłki jest malowanie lepszej przyszłości. Ponieważ właściciele używają klubów do krótkoterminowych zysków, długoterminowy obraz jest prawie niemożliwy do namalowania. Jak będzie wyglądał stan rumuńskiej piłki nożnej za 20 lat? Pesymiści powiedzą, że tak samo; optymiści wykażą nadzieję na zmianę na horyzoncie.

Pomijając kilka ośrodków rozwoju należących do Związku, Rumunia nie ma już nawet ligi akademickiej. Tak wiele utalentowanych dzieci, które osiągnęły wiek 18 lat, ginie w bagnie rumuńskiego futbolu, zmuszonych do szukania kontraktu za granicą lub zawieszenia butów na dobre.

Ponieważ tylko nieliczni menedżerowie polegają i ufają młodym graczom w Rumunii – z kulturą piłkarską potrzebującą natychmiastowych wyników, sprawiającą , że niewielu młodych ma szansę – większość dzieci nie ma innego wyjścia, jak wyjechać. Inni, bardziej szczęśliwi młodzi ludzie, są rekrutowani przez duże zespoły, ale stają się opcją drugiego wyboru przy obcokrajowcach, często o wątpliwej wartości i umiejętnościach.

Niestety, ludzie, którzy powinni byli pomóc klubom w rozwoju, są w więzieniu za kradzież pieniędzy. Steaua Bukareszt, najważniejszy klub w Rumunii, zamknął swoją akademię, ponieważ właściciel Gigi Becali nie widział zysku w długoterminowym planowaniu, woląc pozyskiwać piłkarzy, którzy byli gotowi do gry od razu. Mniejsze kluby z pierwszej ligi również wolą podpisywać kontrakty z zagranicznymi zawodnikami, niż promować młodych, lokalnych chłopaków.

Romania Insider

Pozytywne jest to, że w ostatnich latach w Rumunii otworzyło się kilka niezależnych akademii, które po prostu poszukują talentów, które istnieją w całym kraju. Gorzka prawda jest taka, że ​​największe szanse rumuńscy piłkarze mają w klubach w Europie Zachodniej, które chętniej dają im szansę.

To dlatego setki rumuńskich graczy poniżej 16 roku życia jest co roku osadzana w klubach w Anglii, Hiszpanii i we Włoszech, a agenci przybywają do kraju w nadziei na znalezienie klejnotów, które krajowe podwórko nadal ignoruje. Wielkie ryzyko dla reprezentacji narodowej polega na tym, że ci piłkarze wyjadą za granicę, wiedząc wszystko o problemach w swojej ojczyźnie i zamiast tego będą grać dla swoich nowych narodów. Jedyne pocieszenie, istniejące w tym, że Rumunia wciąż może produkować dobrych graczy, zostanie utracone, ponieważ ich największe talenty nie powrócą.

Po raz kolejny przychodzą mi do głowy słowa Gheorghe Hagiego, nowego, starego trenera Farulu Constanta, który po fuzji zastąpi w pierwszej lidze Viitorul. Być może my, kibice rumuńskiej piłki, wierzyliśmy, że obecne problemy są po prostu cykliczne, że kiedyś mieliśmy Nicolae Dobrina i Ilie Balaciego, spędziliśmy trochę czasu w dziczy, zanim pojawiły się wielkie zespoły z Hagim i Popescu, które przywróciły dumę. Problem polega na tym, że zło sięga znacznie głębiej niż kiedykolwiek wcześniej.

Obejrzyj mecz pierwszej ligi, a zdasz sobie sprawę, że rumuński futbol ma niewielu, jeśli w ogóle, piłkarzy wyróżniających się. Kraj z dostępem do Morza Czarnego, który kiedyś był piłkarską latarnią w regionie, nie produkuje już najlepszych piłkarzy. Co jeszcze bardziej tragiczne, wspomnienia Steauy z 1986 roku wydają się bajką, marzeniem, które wszyscy wymyśliliśmy, aby ukryć skazy dzisiejszej gry.

Prawdopodobnie byłoby zbyt dużym uproszczeniem powiedzieć, że Rumunia cierpi dzisiaj z powodu takich osób jak Mircea Sandu, Dumitru Dragomir, rodzina Becali i inni. Rzeczywistość jest jednak taka, że ​​wszystkie kwestie są ze sobą powiązane, od długoterminowego planowania po złe zarządzanie finansami i rozwiązanie akademii. Zmiana nadejdzie dopiero wtedy, gdy wdrożone zostaną środki mające na celu zmianę rumuńskiej gry za 20 lat, a nie za dwa.

Po przejściu od romantycznej ery futbolu w latach 70. i 80. do ery nowożytnej, przepaść między rumuńską piłką nożną, a resztą Europy stała się prawie niemożliwa do wypełnienia. Rumunia zostaje w tyle jak stary wagon na opuszczonej stacji kolejowej. Jak powiedział Maradona Karpat: „Rumuńska piłka nożna już nie istnieje. Odeszła. Koniec.”

Miejmy nadzieję, że mimo wszystko się mylił.

***

Piotr Zhyzhykievskiy