Książę Bułgarii – Georgi Asparuchow

Rok 1994. Bułgaria, pod wodzą Christo Stoiczkowa, zdobywa brązowy medal na Mistrzostwach Świata w USA. Sztylet zostaje ogłoszony najlepszym zawodnikiem Mundialu oraz, wraz z Olegiem Salenko, dzieli tytuł króla strzelców amerykańskiej imprezy. W tym samym czasie gwiazdor Barcelony wygrywa Złotą Piłkę i triumfuje w plebiscycie na sportowca roku w swoim kraju oraz na całych Bałkanach. Jest to zdecydowanie udany rok dla Stoiczkowa.

W grudniu 1994 roku został przeprowadzony dodatkowy plebiscyt na najlepszego bułgarskiego piłkarza XX wieku. Dziennikarze sportowi oraz organizatorzy konkursu byli święcie przekonani, że tytuł ten również padnie łupem Stoiczkowa. Jednakże, ku ich wielkiemu zdziwieniu w głosowaniu, w którym udział wzięło 400 tysięcy Bułgarów, kapitan reprezentacji Lwów zdobył 40% głosów i zajął dopiero drugie miejsce. Zwycięzcą plebiscytu, z poparciem 56% respondentów, okazał się Georgi Asparuchow. Kim był piłkarz, któremu udało się zdetronizować Stoiczkowa w samym szczycie jego piłkarskiej kariery?

Georgi Asparuchow, fot. e-vestnik.bg

Asparuchow urodził się w maju 1943 roku w Sofii. Młody Gundi od dzieciństwa miał dobre predyspozycje do uprawiania sportu. Był on wyższy i silniejszy od większości swoich rówieśników, ale nie były to jego jedyne atuty. Bułgar posiadał również wrodzony talent i zmysł do gry w piłkę. Gdy Asparuchow trafił z osiedlowej drużyny od szkółki Lewskiego Sofia, trener akademii Niebieskich miał wypowiedzieć słynne już słowa:

Nie ma niczego, czego moglibyśmy go nauczyć. On urodził się do gry w piłkę.

Asparuchow zawsze marzył o karierze napastnika, lecz z racji swoich warunków fizycznych (już jako nastolatek urósł do 186 centymetrów), w drużynach juniorskich wystawiany był na środku obrony. To właśnie na pozycji obrońcy, w 1960 roku, Gundi zadebiutował w seniorskim zespole Lewskiego, w wieku zaledwie 17 lat. Gra w defensywnie nie powstrzymała jednak Bułgara przed strzelaniem bramek. Asparuchow często popisywał się strzałami z dystansu oraz indywidualnymi akcjami. Świetnie kontrolował piłkę przy nodze, co w połączeniu z wrodzonym talentem, sprawiało, że wiele jego samotnych rajdów spod władnej bramki kończyło się w polu karnym rywali. Swoją postawą i instynktem do strzelania Gundi szybko dał do myślenia trenerom, którzy już nigdy więcej nie ośmieli się wystawić go w głębi formacji.

W 1962 roku Asparuchow zamienił Lewskiego na Botew Płowdiw, w którym występował przez dwa sezony. Był to jedyny epizod w karierze Gundiego spędzony poza ukochanym Lewskim. Przenosiny te były skutkiem przymusu wypełnienia przez napastnika obowiązkowej służby wojskowej. Dwudziestolatek został przydzielony do jednostki w Płowdiwie, której dowództwo zezwoliło Georgiemu odbyć pobór grając w barwach Kanarków.

Przyjście Gundiego do Botewu było ważnym momentem w historii klubu. W tym okresie Kanarki po raz pierwszy zdobyły krajowy puchar oraz zagrały w europejskim turnieju – Pucharze Zdobywców Pucharów. Również dla samego Asparuchowa był to bardzo istotny okres w karierze. Zaczął on bowiem budować wtedy swoją pozycję w bułgarskim futbolu. Grając dla zespołu z Płowdiwu Georgi otrzymał także debiutanckie powołanie do reprezentacji narodowej oraz wystąpił na Mundialu w Chile w 1962 roku.

Apsaruchow w barwach Botewu Płowdiw (dolny rząd, trzeci od prawej), fot. sportenplovdiv.com

Po powrocie do Lewskiego w 1963 roku, Asparuchow posiadał już status ligowej gwiazdy. Od tego czasu, razem z zespołem Niebieskich zdobył 3 tytuły mistrzowskie oraz 3 trofea Pucharu Bułgarii. W 1965 roku, pamiętnym w karierze napastnika, Gundi został wybrany sportowcem roku w kraju oraz zajął 8 miejsce w plebiscycie Złotej Piłki. W tym samym roku Lewski z Georgim w składzie mierzył się z Benficą Lizbona w eliminacjach do Pucharu Europy Mistrzów Klubowych. Podczas meczu w stolicy Portugalii Gundi strzelił dwie bramki, a słynny Eusebio nie mógł wyjść z zachwytu nad zdolnościami Bułgara.

Pragnąłem zagrać razem z Asparuchowem w jednej drużynie. W meczu pomiędzy Lewskim, a Benficą on podbił Lizbonę. Żaden inny piłkarz przed nim nie strzelił na naszym stadionie dwóch bramek w jednym meczu.

Tak po latach Czarna Pantera wspominała znakomitego Bułgara. Warto również wspomnieć, że w 1965 roku, w wygranym meczu reprezentacyjnym z Belgią Gundi zdołał strzelić rywalom dwie bramki raptem w ciągu jednej minuty.

Swoją postawą Asparuchow wzbudzał zainteresowanie zachodnich klubów. Wysłannik AC Milanu był skłonny zaoferować za Bułgara 500 tysięcy dolarów oraz pomoc w ucieczce z kraju. Gundi wykazał się jednak lojalnością wobec ojczyzny oraz Lewskiego. Pracownik włoskiego klubu miał w odpowiedzi usłyszeć następujące zdanie:

Jest takie państwo jak Bułgaria, a w tym państwie klub zwany Lewskim. Może o nim nie słyszałeś, ale ja w tym klubie się urodziłem i w nim umrę.

Wisienką na torcie kariery Asparuchowa jest bramka strzelona w 1968 roku przeciwko Anglii. Był to pierwszy, historyczny gol zdobyty przez Bułgarów na magicznym Wembley. Smaczku tej bramce nadawał fakt, że dzięki niej Lwy zremisowały 1-1 z Anglikami, będącymi ówcześnie aktualnymi mistrzami świata.

Bramka Asparuchowa na Wembley, 1968 rok

Niestety, po latach pełnych sukcesów przyszedł rok 1971. Na kilka kolejek przed końcem sezonu rozgrywano Wieczne Derby Sofii. CSKA zapewniło sobie mistrzostwo kraju jeszcze przed tym meczem, ale Lewski nie miał zamiaru odpuścić odwiecznemu rywalowi. W trakcie tego spotkania, Asparuchow był notorycznie faulowany przez obrońcę Wojskowych Płamena Jankowa. Bułgar nie wytrzymał i odwzajemnił się przeciwnikowi brutalnym zagraniem. W konsekwencji Gundi zobaczył czerwoną kartkę i został zawieszony na kolejny mecz swojej drużyny. Była to pierwsza tego typu kara w całej karierze napastnika. Georgi nigdy wcześniej się tak nie zachowywał ani nie otrzymał czerwonego kartonika. Miał opinię boiskowego dżentelmena.

Nie mogąc wziąć udziału w nadciągającym spotkaniu Lewskiego, Asparuchow przyjął zaproszenie na udział w pokazowym meczu we Wracy z okazji 50-lecia założenia miejscowego klubu. Razem z Gundim na to wydarzenie udał się inny piłkarz Niebieskich – Nikoła Kotkow (kolega Georgiego, wówczas kontuzjowany). Niestety, ich wyprawa skończyła się tragicznie. W drodze na mecz, 30 lipca 1971 roku, rozpędzone Alfa Romeo, którym kierował Asparuchow, wpadło w cysternę z paliwem. Cysterna eksplodowała, a dwójka piłkarzy zginęła na miejscu. Tym tragicznym wydarzeniem kończy się historia Księcia Bułgarii.

Kariera Asparuchowa była imponująca. Napastnik w 247 meczach ligowych zdobył 150 bramek, w tym 125 w barwach Lewskiego. Do tego Bułgar dołożył 18 trafień w kadrze narodowej. Bez wątpienia jest on legendą Niebieskich. Ale czy Gundi był gwiazdą aż takiego formatu by zdetronizować Stoiczkowa w plebiscycie na najlepszego bułgarskiego piłkarza XX wieku? Przecież Asparuchow w przeciwieństwie do Sztyletu nie zdołał osiągnąć z kadrą sukcesu na Mundialu bądź Euro. Nie wspominając nawet o zdobyciu Złotej Piłki czy wygraniu Ligi Mistrzów. Gol na Wembley przeszedł co prawda do historii bułgarskiego futbolu, ale czy pojedyncze trafienie mogło mieć aż taki wpływ na wynik plebiscytu? Czemu gwiazdor Barcelony nie wygrał więc głosowania?

Odpowiedź na to pytanie jest dość prosta, a zarazem skomplikowana. Stoiczkow nie przegrał z Asparuchowem jako piłkarzem. Stoiczkow przegrał z mitem, który został wykreowany wokół osoby Gundiego.

Czemu w ogóle w XX i XXI wieku nowoczesne społeczeństwa nadal kreują mity?

Tworzenie mitów jest charakterystyczne także dla nowoczesnych i postmodernistycznych społeczeństw, które wierzą w naukę, a nie w Boga. Mity zawsze są oparte na prawdziwych wydarzeniach, osobach, zjawiskach czy procesach. Są one wybierane nieświadomie przez ludzi, przetwarzane w ich świadomości oraz idealizowane by sprostać ludzkim potrzebom.

Iwaniczka Georgijewa, Bułgarska mitologia narodowa, 2013, Sofia

Mity powstają w wyjątkowych momentach w dziejach narodów i społeczeństw, szczególnie gdy w otaczającej ich rzeczywistości występują deficyty.

Irina Paily, Społeczna utopia Rosji XX wieku: historia i teraźniejszość, 1994, Rostów

Nie inaczej było w komunistycznej Bułgarii, której gospodarka, podobnie jak innych państw Bloku Wschodniego, była pełna niedoborów. Dlatego też ludzie idealizowali pewne wydarzenia by dodać ich życiu choć trochę kolorytu, odnaleźć promień nadziei. Poszukajmy więc odpowiedzi na pytanie, co sprawiło że wokół osoby Gundiego wytworzył się mit, który pozwolił mu zdetronizować Stoiczkowa.

Mit Asparuchowa jest szczególnie żywy, co jest dość oczywiste, wśród kibiców Lewskiego. Gundi w końcu na stałe zapisał się w historii Niebieskich. Pomijając czysto sportowe dokonania Georgiego, na wykreowanie mitu jego osoby składa się dodatkowy aspekt psychologiczny. Mianowice, chodzi o fakt dominacji CSKA nad Lewskim w bułgarskim futbolu. W kadrze Bułgarów na Mundial`94, czyli w roku przeprowadzenia plebiscytu, znajdowali się piłkarze obu stołecznych drużyn. Jednakże, to gwiazdy Wojskowych lśniły na tym turnieju mocniej. Christo Stoiczkow, Ljubosław Penew, Trifon Iwanow, Emil Kostadinow, Krasimir Bałykow –wszyscy oni byli związani z CSKA. Siłą rzeczy kibice Niebieskich poszukując piłkarzy podobnego formatu musieli cofnąć się do czasów Asparuchowa. Co więcej, pojawienie się Gundiego w Lewskim przyczyniło się do przełamania ligowego monopolu CSKA na wygrywanie ligi. W latach 50. oraz na początku lat 60. XX wieku CSKA zdobyło 9 tytułów mistrza kraju z rzędu, gdyż nie posiadało godnego siebie rywala.

Na wykreowanie mitu wokół Gundiego miały wpływ również czasy, w jakich żył piłkarz. Asparuchow był wielce utalentowany, lecz nie miał okazji sprawdzić swoich umiejętności za granicą. Tyczy się to nie tylko jego, lecz całej generacji bułgarskich piłkarzy grających przed 1990 rokiem. Opuszczenie Bloku Wschodniego i transfer do zachodniego klubu graniczył wówczas z cudem. Mało komu było dane doświadczyć tego luksusu. Ludzie do dziś wspominają wyniki osiągane przez bułgarskie kluby w latach 60. oraz 70. To właśnie wtedy zarówno CSKA jak i Lewski święciły największe sukcesy na arenie międzynarodowej. W porównaniu do członków kadry Lwów z Mundialu`94, piłkarze z epoki Asparuchowa otrzymywali śmieszne wynagrodzenie czy też trenowali w gorszych warunkach. Mimo to potrafili osiągnąć ze swoimi klubami lepsze rezultaty niż chociażby Stoiczkow i jego paczka w CSKA. Biorąc pod uwagę współczesny poziom bułgarskiego futbolu oraz pensje jakie otrzymują obecni piłkarze, sukcesy z epoki socjalizmu są tym bardziej szanowane i docenianie przez kibiców. Czy Gundi i inne legendy z tego okresu jak Petyr Żekow lub Christo Bonew mieli by być gorzej utalentowani i mniej poważani, bo nie grali za granicą? Nie, oni po prostu nie dostali szansy na sprawdzenie się w innych realiach.

fot. btvnovinite.bg

Równie ważnym czynnikiem kreującym mit Asparuchowa był sam fakt, że napastnik grał właśnie w Lewskim Sofia. W Bułgarii, podobnie jak w innych państwach socjalistycznych, sport szybko został upaństwowiony. Gdy kolejne kluby przechodziły pod kontrolę organów państwa, tak Niebiescy przez długi czas pozostawali niezależni. Lewski stanowił pewną opozycję wobec rządu. Nie na niwie politycznej, lecz z racji bycia odwiecznym rywalem CSKA, w którym władze faktycznie sprawowało wojsko. Mimo braku sukcesów sportowych, w latach 50. i 60., stadion Niebieskich praktycznie co mecz był wypełniony po brzegi. Klub uzyskał miano „drużyny ludu”. Podniesienie poziomu sportowego klubu, które nastąpiło w połowie szóstej dekady XX wieku, zespół zawdzięcza pojawieniu się w jego strukturach Gundiego i innych młodych zawodników z jego pokolenia. Wkład Asparuchowa w sukcesy Lewskiego oraz apolityczność klubu tylko wzmocniły mit Bułgara. Co ciekawe, Niebiescy wpadli pod kuratelę państwa, a dokładniej milicji, dopiero w 1969 roku. Stało się tak na skutek Praskiej Wiosny i pewnych wydarzeń, które praktycznie równolegle rozgrywały się wówczas w Sofii.

Nie wolno zapominać o osobowości Gundiego, która niewątpliwie również miała wpływ na powstanie mitu Asparuchowa. Bułgar był skromnym i inteligentnym człowiekiem. Cechowała go wyjątkowa uroda, którą uzupełniał charyzmą i bezpośrednim podejściem do innych. Ludzie, niezależnie od wieku, uwielbiali go. Zachowało się wiele wspomnień potwierdzających, że Georgi był ciepłym człowiekiem Jedno z nich należy do młodego kibica CSKA:

Był rok 1970. Lewski po wygraniu ligi i Pucharu Armii Sowieckiej udał się do Tetewen na obóz przygotowawczy do nowego sezonu. Dla nas, młodych to było duże wydarzenie. Pewnego letniego, gorącego popołudnia graliśmy na szkolnym boisku w piłkę. Zauważyliśmy, że ktoś w niebieskim dresie idzie w naszą stronę. Był to Gundi. Prawdziwy Gundi. Nie mogliśmy w to uwierzyć. Spytał się nas z kim może zagrać i grał z nami w piłkę przez ponad godzinę. Doskonały technik, ale nie szczędziliśmy mu kopniaków. Nigdy tego nie zapomnę. Taka gwiazda, a zachowywał się jakby był jednym z nas.

W parze z wyjątkową osobowością Gundiego szła jego boiskowa postawa. Dzięki doskonałej technice Asparuchow z łatwością mijał przeciwników, co sprawiało, że niejednokrotnie czuli się oni poniżeni. W rezultacie obrońcy rywali często odpłacali się napastnikowi faulami. Mimo to, Georgi, chociaż był dobrze zbudowany, nigdy nie odpowiadał im pięknym za nadobne. Był boiskowym dżentelmenem. Gundi został wytrącony z równowagi tylko raz, we wspomnianych już derbach. Leżąc na murawie, w skutek popełnionego na nim faulu, Georgi kopnął Płamena Jankowa tak mocno, że ten musiał być zniesiony z boiska na noszach. Paradoksalnie wykroczenie Asparuchowa jeszcze bardziej uwypukliło jego klasę. Kibice zdali sobie wtedy sprawę ile cierpliwości i nerwów kosztowało Gudiego zachowanie spokoju przy licznie popełnianych na nim faulach.

Sam wypadek Asparuchowa również obrósł legendą. Tajemniczość rozegrania się tragedii spowodowała powstanie wielu plotek na jej temat. Ludzie nie mogli uwierzyć w śmierć Gundiego. Bardzo szybko po całym kraju rozprzestrzeniała się pogłoska, że wypadek wcale nie był przypadkiem. W dzień ceremonii pogrzebowej Georgiego, która odbywała się na stadionie Lewskiego, do Sofii zmierzały tysiące ludzi z całego kraju. Tego dnia władze obawiając się antyrządowych i antysocjalistycznych wystąpień w trakcie uroczystości zablokowały wjazd do stolicy. Decyzja ta jeszcze bardziej nakręciła plotki o maczaniu palców w sfingowanie wypadku przez służby bezpieczeństwa i tym samym wzmocniła mit Asparuchowa jako potencjalnej ofiary komunistów. Mimo mocnych faktów zaprzeczających ingerencję osób trzecich w tragedię ludzie traktowali je jako rządową propagandę, przykrywkę i wyczuwali w nich nieczyste intencje władzy.

Ballada o Asparuchowie i Kotkowie – jugosłowiańska piosenka z 1970 roku. Piosenka nie ma większej wartości artystycznej, ale stała się popularna w Bułgarii głównie z racji faktu, że kasety z nią były konfiskowane przez władze, czym wzmocniła mit Gundiego.

Nie ma najmniejszej wątpliwości, że Asparuchow był wielce utalentowanym piłkarzem. Gdyby nie tragiczny wypadek Bułgar przez kolejne lata cieszyłby kibiców swoją grą. Piętno jakie Gundi odcisnął na bułgarskim futbolu jest nieocenione. Niestety, okrutny los chciał inaczej. Z perspektywy dzisiejszych czasów ciężko jest porównać Asparuchowa ze Stoiczkowem. Obaj byli wielkimi zawodnikami i na stale zapisali się na kartach bułgarskiego futbolu. Jednakże, żyli oni innych czasach, ukształtowały ich różne realia, a także ich kariery sportowe przebiegły całkiem odmiennie. Sukces na Mundialu czy gra w Barcelonie, czyli to co przy okazji plebiscytu na najlepszego bułgarskiego piłkarza XX wieku mogło wskazywać na wygraną Stoiczkowa, okazało się grać na korzyść Gundiego. Tak jak opisywałem we wcześniejszych fragmentach tekstu, cała kariera spędzona w Bułgarii czy gra w Lewskim przyczyniły się do wykreowania mitu Georgiego. Mitu, który został podsycony przez tragiczną śmierć piłkarza. Kto wie czy bez nieszczęśliwego wypadku Asparuchow obrósłby aż taką legendą? Legendą, która dla pogrążonego w kryzysie bułgarskiego futbolu stanowi światełko nadziei na poprawę sytuacji w przyszłości. Szczególnie dla kibiców Lewskiego, który również przechodzi ciężkie chwile, Gundi jest symbolem wiary w lepsze jutro. Mit Asparuchowa rekompensuje im przeciętność w jaką popadł klub. Fani Niebieskich głęboko wierzą w mityczną moc Georgiego i ufają, że z jego „boską” pomocą Lewski wróci do grona wielkich europejskich drużyn (a przynajmniej w skali Bałkanów). Reasumując, przegrana z Księciem Bułgarii wstydu Stoiczkowowi z pewnością nie przyniosła.

Sławomir Słowik